Untitled Document

Lata po 1956

Zmiany, które zaszły w październiku 1956, pozwoliły mi na większą aktywność. Zostałem prezesem Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich, reprezentowałem Polskę na wielu kongresach międzynarodowych, a jesienią 1958 roku wziąłem udział w sympozjonie pisarzy Zachodu i Dalekiego Wschodu, organizowanym w Japonii przez UNESCO i PEN-Club. Byłem przedstawicielem Polski również na kongresach w Meksyku i Urugwaju.


Poezja moja, wzorowana na tradycjach wersyfikacji mickiewiczowskiej, formowała się pod wpływami początkowo parnasistów francuskich, potem Baudelaire'a i Norwida. Istnieją wciąż jeszcze wersje o konfliktach grupy poetyckiej Skamandra z tym,, co zastaliśmy w literaturze polskiej, to znaczy z tradycją Młodej Polski. Nie było antagonizmu między nami a pisarzami starszego pokolenia, wchodziliśmy do literatury z kultem dla Żeromskiego, z podziwem i uznaniem dla Staffa, Micińskiego i Boya. Nie należy również zapominać, że Miriam, redaktor "Chimery" i tłumacz znakomity, dał naszemu pokoleniu pierwszy przekład Statku pijanego Rimbauda, a co ważniejsze, dał Norwida, a ci właśnie poeci największy wpływ mieli na wersyfikację grupy Skamandra.


W ostatnich latach zarzucają mi często krytycy niezrozumienie i niechęć do poezji awangardowej. Zwykle szermuje się tu porównaniem ze stosunkiem krytyków warszawskich do romantyków. Jest to przykład niefortunny, gdyż romantyzm porwał czytelników, zdobył sobie szeroki odbiór, a zwalczany był tylko przez małą grupę krytyków warszawskich. Dziś jeśli chodzi o awangardę obraz jest właśnie odwrotny, awangardę popiera mała grupa krytyków warszawskich, a szeroka rzesza odbiorców niechętna jest konwencji awangardowej. W "Życiu Literackim" pewien młody krytyk nazwał mnie Koźmianem, bo jak Koźmian zwalczał romantyków, ja przeciwstawiam się awangardzie. Zadepeszowałem: "Zgadzam się na Koźmiana. Stop. Depeszujcie, kto jest Mickiewiczem." Oczywiście głuche milczenie było mi odpowiedzią.
Wyznając zasadę wolności słowa dopuszczani prawo do eksperymentu i form nowych i stwierdzić muszę, iż w konwencji obecnie panującej, jak w każdej innej znaleźć można wartości istotne. Zatracenie jednak pojęciowości i komunikatywności oddziela od problematyki moralnej, patriotycznej, która jest tradycją naszej literatury, wiążącej nierozerwalnie poezję z historią narodu.

Przygotowując ten wybór kierowałem się pragnieniem przekazania czytelnikowi dzisiejszemu różnych okresów mojej twórczości. Oczywiście
najbliższe mi są, jak zwykle poetom, wiersze ostatnie, ale chciałbym, aby tom ten stał się jak gdyby pamiętnikiem czasów minionych, epok różnych, z którymi byłem związany nie tylko działalnością publicystyczną, felietonami, sztukami teatralnymi, ale w równym stopniu i poezją. Nie chodzi mi tu o ukazanie postępu we władaniu formą poetycką, gdyż pierwszy sonet tego zbioru Leonardo nie różni się w moim odczuciu pod względem formalnym od w pięćdziesiąt lat później napisanego sonetu o Szekspirze. Nie o technikę więc tu chodzi, a raczej o przezwyciężanie nadmiaru formy na rzecz pogłębiania problematyki i osiągnięcia większej prostoty. Proces ten nie odbywa się bez strat koniecznych. Niech mi wolno nie bez melancholii wspomnieć tu wyznanie Prousta: "...pisarze od pewnego wieku wspomagani są li tylko inteligencją, która się rozwija i pogłębia dodając im siły, ale książki ich wieku dojrzałego nie mają już jak ich utwory młodzieńcze czaru dawnej lotności". Dziś przerzucając te karty i patrząc wstecz pocieszam się myślą, że mimo błędów własnych i przeciwieństw losu, do końca nie wyrzekłem się marzeń młodości.

stoliki : kotły parowe : pompa cieplna : biżuteria : plandeki : biuro tłumaczeń : ogrody : hotele Mazury : spa Mazury